Legenda


-1-

Raz nie raz, dwa nie dwa, trzy nie trzy. Raz nie raz, dwa nie dwa, trzy nie trzy. Raz nie raz dwa nie dwa trzy nie trzy. Płynie cichy szept przez ciemny pokój, który tylko lekko rozjaśnia jedna zapalona świeca na stole. Przed nią widać kontur starszej kobiety, która ma wyciągnięte w stronę płomienia dłonie i zamknięte oczy, a na twarzy maluje się szlachetne skupienie. Usta jej prawie nie widocznie poruszają się w szepcie. Mówią na nią Szeptucha i choć wielu ludziom pomogła od choroby, a może i od śmierci uratowała to raczej trzymają się z daleka od jej domu. No chyba, że są w potrzebie wtedy przychodzą.

Raz nie raz, dwa nie dwa, trzy nie trzy. Trzy aby uwolnić jedyną. Raz nie raz, dwa nie dwa, trzy nie trzy. Trzy aby zwyciężyć siły ciemności. Raz nie raz, dwa nie dwa, trzy nie trzy. Świętowidzie daj moc wybranym, aby wypełniła się przepowiednia.
Stara zamilkła. Otworzyła oczy. Płomień świecy strzelił światłem do sufitu, a w jego blasku zaczęły tańczyć obrazy. Rytuał Triady jeszcze się nie rozpoczął. Mrok jest nadal silny, a może nawet silniejszy niż kiedykolwiek.  W ogniu pojawiła się dziewczyna, której złote włosy spływały po ramionach, a w oczach tliło się jeszcze nikłe wspomnienie po dawnych wikińskich najeźdźcach. Teraz te oczy wystarczy tylko rozpalić – pomyślała Szeptucha.

 

-2-

Dom Szeptuchy stał na takim uboczu, że człek tam przez omyłkę zjawić się nie mógł, to jednak od czasu do czasu ciekawość kogoś przyniosła. Tym razem Baba również wyczuła kogoś obecność. Wyczuła i to dosłownie, nosem. Eh te gusła ludzi. Skrada się taki pod okno, chce nie zauważony podpatrzeć, nasłuchawszy się wcześniej historii niestworzonych. Po nich obeżre się czosnku, że śmierdzi z gęby na pół Gorców, ino zwierzynę leśną płoszy. Trafił się mędrek wiejski, hm… ale cóż, nic nie dzieje się, przez przypadek.
– Hej pokurczu!!! – wrzasnęła Szeptucha odwracając się do okna – wchodź mi do izby.
Siedząc, jednym ruchem ręki, sprawiła, że drzwi otworzyły się, a w nich ukazała się postać – nie za wysoka, brodata, ale mająca w twarzy rys bohatera. Człowieczek splątany mocą Baby nie poruszał się, lekko nad ziemią sunął w jej stronę. Około metr od niej opadł na ziemię.

 

– Czego tu szukasz chłopcze? Ktoś Ci nagadał że zioła mam takie co z każdego chuderlaka mężczyznę zrobią? A może bogactwo ci się marzy i podpatrzeć chcesz jakie czary? A może czyste serce masz i duszę odkrywcy, a ciekawość jedynie przywiodła cię do mnie? Mów zaraz, bo ani czasu ani chęci nie mam, żeby w bawełnę owijać!

 

Stara uwolniła chłopaka od swej mocy, ale po roztrzęsionych mięśniach, sinych ustach i wytrzeszczonych gałach nie spodziewała się rozmowy.

– Nie chcesz gadać to nie, trudno! – Powiedziała głośno – Idź sobie, już Cię tu nie ma!

Na reakcję nie musiała długo czekać. W oka mgnieniu w swej izbie znowu była sama.

– Hm… coś nie widzę w nim tej siły ale charakter przybysz miał – tylko sam o tym jeszcze nie wie…. Jak ze strachu nie zapomni co mu powiedziałam, to i wróci. Nie będę się z nim cackać!
No dobra. Czas przywołać tych co będą po jasnej stronie mocy strzec, by droga jedna wiodła do zwycięstwa.

 

-3-

W Izbie pojawiły się trzy postacie.

– Witaj Strażniczko Ognia – ukłonili się z szacunkiem w stronę Starej Baby.
Szeptucha klasnęła w ręce, z rzuciła stary płaszcz z kapturem w którym siedziała i oczom ukazała się smukła, czarująca kobieta.

– Witajcie! Labrie, Per, Chim. Oczy moje radują się Was widzieć. – powiedziała spokojnym, bardzo miłym dla ucha tonem. – Siadajcie – gestem ręki wskazała miejsca przy stole oraz jednym szeptem zmieniła wystrój pokoju na jasny jakby ktoś przed chwilą skończył malować ściany, oświetlony kryształowymi żyrandolami, czyste mahoniowe meble dodawały szyku temu miejscu.

Siadając Per z lekkim uśmiechem na twarzy powiedział:

– Przed wizytą u Ciebie wpadliśmy z Labrie do Karczmy Dunajec, tam gdzie flisacy przesiadują wieczorami. Śmieszna scena się wydarzyła. Wpadł zziajany pomocnik Flisaka i gadał jakby piołunu się napił o tym, że chce być odkrywcą. Tylko nie wiedział czego. Flisak u którego się uczył rzemiosła, powiedział – Pewnie Dunajca! – Tego słowa brakowało gorącej głowie. – Tak Dunajca!!! – wykrzyknął, wyskoczył na stół i ją dyrygować ludźmi jakby był na łajbie i to chyba podczas wielkiego sztormu. Flisak nie wytrzymał i chłopak w końcu dostał obuchem od swego nauczyciela.

Strażniczka Ognia nie potrafiła ukryć zakłopotania na twarzy.

– Mogę tylko powiedzieć, że przechodził przypadkiem dziś koło mojej chaty i pogadaliśmy chwilę. No nic, będzie trzeba zejść do wioski, naprawić szkody. – skrzywiła się.
– Wyczyściłam mu pamięć ostatniego wieczora – powiedziała Labrie. – obudzi się, głowa będzie bolała, pomyśli, że wczoraj przeholował i tyle.
– O dziękuję Ci moja droga – Eh obawiałam się, że jest zbyt słaby, pomyślała, ale cóż trzeba wierzyć w ludzi.

– Kim był ten chłopak, co w nim zobaczyłaś? – zainteresował się Per.

– Zobaczyłam w nim nic i wszystko. Jak w każdym człowieku który do mnie przychodzi. Od niego zależy czy zostanie z niczym czy osiągnie wszystko.

– Czcigodna – zaczął z szacunkiem Chim– mówią, że liczysz sobie więcej lat niż ziemski czas. Mówią, że znasz Triadę. Opowiedz o niej, proszę.
– Hm…. Jakby to ująć… Triada jest jak oczy – wiemy że są, widzimy nimi, ale nikt swoich oczu nie widział. Widział tylko ich odbicie, w tafli wody, w lustrze, itd. Zanim Triada została zaklęta w trzy pasma górskie, między naszymi światami była równowaga. Każdy człowiek znał swoją legendę, nikt nie bał się ani pragnień, ani marzeń o tym co chcieliby w życiu osiągnąć, a my zjawialiśmy się po to aby w tych marzeniach pomóc. Jednak gdy świat ziemski utracił Triadę, a przy tym równowaga trzech żywiołów wody, ziemi i powietrza została zakłócona to ludzie rodzą się pełni marzeń, a potem z czasem koncentrują się tylko na tym aby dowieść, że spełnienie własnej legendy jest niemożliwe. Każdy musi napisać własną Legendę Triady. Dla każdego będzie inna. Jednak Ci co ją odnajdą, będą wierzyli, że potrafią wszystko. Pamiętajcie Wielcy Opiekunowie, jesteście jeszcze młodzi, nie macie nawet 300 lat. Najważniejsze jest poprowadzić śmiałków właściwą ścieżką, wzmocnienie jej artefaktami, tak aby nie zabrakło im w boju wody i pożywienia, ale też nauczenie ich szacunku dla trudu trasy z którą będą musieli się zmierzyć. Idźcie już dużo pracy przed wami, nie marnujcie ani chwili! Wiecie, że znów muszę na trochę skryć się.

 

-4-

Kobieta w izbie pozostała sama. Wystrój powrócił do poprzedniego stanu, ściany z szarzały, żyrandole znikły, a meble pokrył wieloletni kurz. Przed świecą znów siedziała starowinka w starym płaszczu z narzuconym kapturem na głowę. Wyciągnęła ręce do świecy, wyszeptała niezrozumiałe słowa, płomień buchnął mocą pokazując młodzieńca, który odwiedził ją dziś rano. Baba nie mogła uwierzyć swym oczom…. Chłopak pochylony był nad mapami i w skupieniu, powoli wodził po nich palcem, centymetr po centymetrze. Każde wzniesienia, każdy strumyk, każdy leśny trakt. Patrzył na nie tak długo, jakby chciał zapisać je w swojej głowie na zawsze. W końcu zasnął umęczony, a Szeptucha uśmiechając się  wyszeptała

– Więc nie zapomniał, obronił się przed czarami zapomnienia, wybrał drogę ciężką, zaczął przygotowania. Czas pokazać mu nieco o co w tym wszystkim chodzi.

 Tej nocy nawiedził go przedziwny sen.

Piękna kobieta siedząca w zamyśleniu nad leśnym potokiem. Jej  smutek odczuwalny był niemal namacalnie. Kiedyś była królową, panowała nad ogniem, wodą i ziemią. Każdy strumyk, każde drzewo, każda nawet najmniejsza zwierzyna była jej bratem. Dziś musi pożegnać się z tym światem. Przegrała walkę. Nikt nie wie jednak, że w ostatniej chwili zdołała moc swoją przekazać. Dla niepoznaki rozdzieliła ją na mniejsze części. Nie wszystko stracone!

Pojawiły się przed nią trzy postacie. Niecodzienny był to widok! Bo kto widział w środku lasu kobietę z zielonymi włosami, w sukni z materiału który wyglądał jak mech! A może to nie był materiał? Obok niej rudowłosa kobieta cała w szkarłacie, który zdawał się płonąć. I ostatnia, cała w błękicie, jakby dopiero co wyszła z wody.

– Witajcie najdroższe. Wiecie już jakie zadania Wam przydzieliłam i jaką mocą obdarzyłam. Sprawcie by woda znów zaczęła nawadniać zamiast podtapiać, by ogień ogrzewał a nie palił, ziemia rodziła pożywienie zamiast osuwać się porywając ludzkie domy. Wszytko to jednak musicie robić w ukryciu. Skryjcie się, zmieńcie postać i czekajcie aż przyjdzie dzień walki. Opiekujcie się też moim królestwem. Ogień niech zamieszka w Pieninach, Ziemia w Beskidzie, a Woda w Gorcach.

 

-5-

– Już południe! To sobie pospałam! – Pomyślała Strażniczka Ognia wstając. Jej postać nie chowała się już za iluzją staruchy. Wolała być piękną, smukłą kobietą – taką jak wtedy, gdy ostatni raz widziała Triadę. Czy to zapał tego chłopca wlał radość w jej serce?  To niemożliwe, a jednak jej serce dziwnie drżało. Podniosła się i szybko zadecydowała – czas na to co na ziemskim świecie najbardziej lubiła, smak. Smak kończącej się wiosny jest cudny. Wczoraj zakupiła na targu fasolkę szparagową. Poszła do kuchni. Kuchnia była, zadbana, czysta i nowoczesna, taką iluzję sobie dziś wybrała. Zgrabnie obcięła końcówki fasolki, włożyła do garnka fasolę, zalała wodą i zaczęła gotować na kuchence. W kuchni nigdy nie używała magii. Magia tylko psuje smak, uważała.

Tak teraz mam około pół godziny czasu – powiedziała do siebie – czas na wiadomości ze świata. Weszła do pokoju w którym dzięki grubym zasłonom w oknach panował mrok. Mrok miał swoje plusy, bo pomimo sporego upału na zewnątrz tu było całkiem przyjemnie. Kobieta zapaliła świeczkę i wyciągnęła do niej ręce, strumień odpowiedzi na pytania zaczął się przelewać do jej umysłu. Odwiedziła myślami Labire, Per’a i Chima. Ciężko pracują, oby tylko ich starania nie okazały się daremne. Mimo że chęci mają ogromne nie mogą odmienić losu Triady. Do tego potrzebni są ludzie z tego świata, odważni którzy podejmą wyzwanie. Jej myśli od razu powędrowały do młodzieńca. A cóż to! Odnalazła go myślami w gęstym lesie. Pokonującego górskie szlaki. Na jego twarzy widać było zmęczenie. To dopiero początek jego drogi. Jeszcze wiele dni musi minąć, żeby jego mięśnie zamieniły się w stal, żeby jego myśli były czyste, a kroki pewne.

– Wystarczy! – Wstała od stołu i poszła do kuchni. Odcedziła fasolkę. Rozgrzała masło na patelni, dodała kurkumę, bazylię, deczko pieprzu, włożyła ser Lazur błękitny i zaczęła mieszać do rozpuszczenia się sera. Teraz dołożyła fasolkę i dosoliła do smaku. Spróbowała.

– Na potęgę Świętowida jak ja lubię smak! – Nałożyła danie na talerz i siadła przy stole. Zajadając pomyślała, że chyba warto odwiedzić Krościenko – jak dawno tam nie schodziła!

Miejscowość zmieniła się bardzo od jej ostatniej wizyty. Krościenko…. Nie tak dawno temu w XIII wieku wołali na nią Troszczenko, czy Kroszczyenko – sama już nie pamięta. Czas zaplanować wycieczkę. Na początek odwiedzę może Stefana, Michalinę i Marię! Pamięta jak spędzali razem czas na niekończących się wędrówkach. Dziś zaklęci w źródła przynoszą chętnym zdrowie i krzepę. Michalina i Stefan – zawsze razem – zamieszkali u podnóża Strajkowej. Do Marii trzeba będzie wybrać się na Źródlaną. Później oczywiście wstąpię do Zamku Pienińskiego. Poplotkujemy z Kingą o starych czasach. I o Bolesławie! Jakże ten chłopak był wstydliwy! Pospacerujemy Via Regia. Zobaczymy czy Kinga dalej tak świetnie biega, jak wtedy gdy musiała przed tatarskimi czambułami tędy uciekać i chronić się w zamku. Tylko żeby się nie zagalopowała jak w 1840. Ilem się nakombinowała z Strażniczką Ziemi, żeby ludzie uwierzyli że to trzęsienie ziemi było! W Krościenku! A potem koniecznie zajrzę do flisaków. Z nimi zawsze jest wesoło. Powspominamy jak spławiali drewno do samego Gdańska! To były czasy!

 

-6-

Stara studnia w centrum miasteczka wydała pomruk, który zaczynał zmieniać się w hałas przypominający dźwięk silnika odrzutowego. Kobieta stała nad studnią z rozwichrzonym włosem, miała zamknięte oczy i w skupieniu szeptała. Woda w studni zaczęła wirować, szybciej, coraz szybciej. Nagle wszystko ucichło, a tafla wody uspokoiła się, nie widać było już wody w studni, w studni była zielona trawa. Kobieta wskoczyła do studni i w jednej chwili przeniosła się tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Wciąż stała koło starej studni jednak pora roku zmieniła się, minęło pół roku. Rozejrzała się. Nikogo nie było w pobliżu, jej pojawienie zostało nie zauważone. Doskonale. Teraz tylko odnaleźć trzeba Młodzieńca. Gdzieś tu biega. Trzeba podążać za energią światła, a ona już poprowadzi odpowiednio. Dotarła do szutrowej drogi. Chwilę postanowiła poczekać. W oddali dostrzegła biegnącą postać. Ruch biegacza był sprężysty, ambitny, w każdym uderzeniu stopy o podłoże czuła jak wybija rytm własnej legendy. Zmienił się. Stał się wojownikiem.
– Przepraszam! Może się Pan zatrzymać?
Chłopak zawrócił, a gdy ją dostrzegł wykrzyknął:

– Szeptucha! – szybko zorientował się jaki nietakt popełnił nazywając ją w ten sposób – znaczy.. chciałem powiedzieć… chciałem powiedzieć….
– Och przestań, przecież doskonale wiem, że tak mnie tu nazywają. Skąd mogą znać moje prawdziwe imię? To mówiąc zmieniła postać.

– Strażniczka Ognia! Więc to nie był tylko sen! Ty istniejesz!

– Widzę, że udało Ci się zrobić duże postępy.
– Nie było Cię tyle czasu! Codziennie chodziłem do Twojej chaty. Wszyscy myślą, że odeszłaś na zawsze.

 – Wiem, że targają Tobą różne obawy. Wojownik na ścieżce prawdy musi żyć teraźniejszością. Obawy nie występują w teraźniejszości, to wymysł przyszłości lub przeszłości, które nie istnieją. Jeżeli jesz to jedz, a jeżeli biegniesz to biegnij. Czujesz zmęczenie? Przyglądnij mu się. Czym jest zmęczenie, w którym miejscu się znajduje. Czy to jest zmęczenie czy iluzja rzucona przez Mrok. Ból? Przypatrz się bólowi. Gdzie on jest? Może to znowu iluzja? Jeżeli kiedyś uda Ci się trwać w teraźniejszości, staniesz się szczęśliwym człowiekiem. Zrozumiesz tętno gór, niebo pełne gwiazd, staniesz się niezwyciężony, podejmiesz wyzwanie, a wyzwanie jest nieodłącznie wpisane w człowieczą dolę. Wtedy zawody staną się świętem, wielkim widowiskiem, ponieważ będzie to ta chwila, którą żyjesz, żadna inna. Wtedy odnajdziesz Triadę. A teraz bywaj zdrów, spotkamy się pewnie już niedługo…